Graham Masteron Dom kości

“Dom kości” to klasycznie mastertonowska historia z grozowym wątkiem, jednak w tym przypadku jest ona nieco wygładzona względem klimatu jego pozostałych książek. Jak sam autor wspomina na wstępie, powodowane jest to nakierowaniem tej opowieści na target młodzieżowy. Dobrze wiedzieć, ale osobiście uważam, że dobrze aby było to bardziej klarowne już na etapie wzięcia książki do ręki, gdyż wiele osób szuka właśnie takiej literatury, chociażby chcąc sięgnąć po lżejszy horror by gładko budować swoje pierwsze styczności z gatunkiem.

Co do samej historii - jest ona prosta. Gdzieś przewinie się jakiś plot twist jednak kiedy poznamy jak działa prezentowany nam mechanizm mordu nie pozostanie już wiele do odkrycia. Czy to dobrze, czy to źle, pozostawiam Wam do oceny. Na pewno takie książki również są potrzebne.

Guy N. Smith Przyczajeni

Peter Fogg wraz z rodziną przenoszą się na wieś. Mężczyzna chce odpocząć od miejskiego zgiełku licząc, że cisza i spokój pomogą mu w dokończeniu powieści. Zakupiony dom znajduje się w sporym odosobnieniu od reszty wioski. Mieszkańcy nie są przyjaźnie nastawieni do posiadłości, ani jej nowych właścicieli. Prawdziwe problemy zaczynają się jednak, gdy rodzina dowiaduje się, o starożytnym kręgu druidów, zbudowanym na szczycie pobliskiego wzgórza. To miejsce miało od lat pozostawać opuszczone, jednak wydarzenia, jakie zaczynają spotykać rodzinę, wymykają się zbiegowi tragicznych wypadków.

Motyw przeorany jak asfalt na krakowskich alejach, klimat subtelny jak walnięcie cepem, a zakończenie zaskakujące jak każdy odcinek Scooby-Doo. Ale Guy to Guy, więc „klasykę” znać warto. Trochę już tego autora przegryzłem, wciąż jeszcze sporo przede mną, jednak w tym kontekście mogę z całą mocą powiedzieć, że „Przyczajeni” nie wybijają się w żadną stronę na tle innych jego książek.

Ted Chiang Historia twojego zycia

Nie samą grozą człowiek żyje, więc co jakiś, w ramach oddechu od tego co czarnemu sercu najbliższe, lubię zawędrować w mniej znane rejony literackie. I powiem Wam - szukałem przekąski a trafiłem na ucztę!

Zbiorek składa się z ośmiu opowiadań, które w większości można zaklasyfikować do różnych odłamów klasycznego SF, jednak znajdą się i takie, którym bliżej do fantastyki czy samego horroru.

Na ukłon zasługuje tu szczególnie sama wyobraźnia autora, której katalog reklamowy możemy przeglądać za pośrednictwem stron tego właśnie zbiorku. Od piekła po historię wieży Babel, od hiper inteligentnych po dywagacje na temat piękna i sensu jego uniwersalności…

Sean Adams To cos w sniegu

Jednym z najprzyjemniejszych uczuć związanych z czytaniem książek jest, moim zdaniem, odnalezienie perły szukając zwykłego kamienia. Tak sprawa wygląda w przypadku “To coś w śniegu”, czyli bezprecedensowego, iście weirdowego dzieła, którego autorem jest Sean Adams.

Z opisu okładkowego dowiadujemy się, że historia opowie nam o grupce ludzi, którzy pełnią rolę kustoszy w opuszczonej placówce badawczej o nazwie Instytut Północy, znajdującej się gdzieś pośrodku nieprzeniknionych lodowców na krańcu świata. Ich praca ma polegać na rutynowych kontrolach i naprawach, które pozwolą na utrzymanie tej placówki w stanie zdatnym do użytku. Któregoś dnia jednak, Cline, jeden z trójki pracowników stacji, dostrzega przez okno - jak można się domyślić po tytule - pewną rzecz na śniegu. Od tej chwili rutynowe życie całej trójki ulegnie nieodwracalnej przemianie, która pchnie spokojne życie w stacji badawczej ku podręcznikowemu przykładowi psychozy i narastającego szaleństwa.

Cixin Liu Ciemny las

 

Tom drugi cyklu “Wspomnienie o przeszłości Ziemi” kontynuuje rozważania na temat możliwego przebiegu kontaktu ludzi z obcą cywilizacją oraz wpływu, jaki może na nas wywrzeć zmaganie się z przeciwnikiem przerastającym nas wielokroć stopniem zaawansowania. Mowa tu o gatunku, którego systemy wojenne i strategie infiltracji po tysiąckroć przewyższają nawet najbardziej charakterystyczne, jakie nieraz przypisywane są ogólnie pojętym “obcym”.

Dla mnie samego “Ciemny las” to książka absolutnie genialna i, choć wciąż pozostaję pod wielkim wrażeniem pierwszego tomu cyklu, uważam, że jest to najlepsze SF, jakie kiedykolwiek czytałem. Choć, by pozostać precyzyjnym, określiłbym tak cały cykl Cixina Liu.