Lukasz Burdzinski Berneter

 

Czy istnieje coś takiego jak lekkie-gore? Teoretycznie nie. Gore samo w sobie sugeruję przekroczenie pewnych granic i ukierunkowanie tekstu (w kontekście książek mówiąc) na radykalizm i brutalność. Jednak okazuje się, że i w tym można tworzyć treści subtelniejsze, a „Berneter” Łukasza Burdzińskiego jest tego dobrym przykładem.

     Książka już na wstępie krzyczy do nas przez swoją okładkę (swoją drogą stworzoną przez samego autora, z czym nie często mamy okazję obcować), że jej treść może przyprawić o zawroty głowy osoby o nieco „subtelniejszych duszach”. Znacznik +18 względem samej treści jest w pewnym stopniu uzasadniony, gdyż nie brakuje w tej książce scen i opisów brutalnych mordów, czy też wątków z tłem seksualnym.

W moim prywatnym odczuciu jednak – jako osoby średnio lubującej się i przychylnej budowaniu klimatu w książkach na takich motywach – „Berneter” jest czymś w rodzaju gore dla początkujących. Nie przeczę absolutnie, że nie jest krwawo i brutalnie, jednak to wciąż mniej aniżeliby mogło być w tego typu historii i zdecydowanie lżej niż doświadczyć możemy w innych, klasycznych dla tego gatunku, książkach. Osobiście uważam jednak, że to mocna strona tej książki, gdyż może pozwolić jej na zaistnienie jako swego rodzaju brama dla tych, którzy chcieliby spróbować swoich sił z bardziej ekstremalnym horrorem, a szukają czegoś od czego będzie im dobrze zacząć.

     Bo taki właśnie jest „Berneter” – klasyczny, miejscami przewidywalny, prostoliniowy. Ale nie zapominajmy, że to właśnie od takiej grozy wielu z nas zaczynało swoją czytelniczą przygodę. Małe miasteczko, banda dzieciaków, kilkoro łobuzów, którzy na nich „polują”… i oczywiście demon, z którym nasze postacie będą musiały się zmierzyć. Spotkałem się z kilkoma opiniami zestawiającymi tę książkę z „TO” Stephena Kinga i ciężko nie odrzucić tego porównania. Styl jest jednak zupełnie inny, co może posłużyć za zachętę dla czytelników, którzy od Mistrza stronią. A takich też nie brakuje.

     Czy jest zatem coś, czego można oczekiwać od tej książki, a czego ostatecznie nie dostaliśmy? Ciężko powiedzieć, a ja mogę mówić jedynie za siebie. Czas pokaże jak książka się przyjmie na polu czytelniczym, z mojej strony powiem, że była to dość spokojna przygoda – nie „zmęczyłem się” lekturą, a to nie raz problem nawet najbardziej poczytnych autorów. Zasugerowałbym może jedynie pójście w gore jeszcze bardziej ekstremalny  - jak jechać to pełną parą! – lub też zrezygnowanie z niego w całości, gdyż subtelniejsza groza nie raz dużo lepiej dociera czytelnika i wywołuje to klasyczne uczucie niepokoju, jakiego szukamy w horrorach.

     „Berneter” to dobry horror dla osób rozpoczynających swoją przygodę z grozą (w tym także samym horrorem ekstremalnym), ale również lekka odskocznia od cięższych tomiszczy i okazja powrotu do korzeni, z jaką mogą się spotkać nieco bardziej zaprawieni w boju wyjadacze grozy.