Allan Dean Foster Obcy 3

Trzecie spotkanie z kosmicznym monstrum to swego rodzaju dziecko dwóch poprzednich części – mamy bowiem powrót do zmagań osób kompletnie do walki nie przeszkolonych, co jest pewnym odzwierciedleniem pierwotnej załogi Nostromo, ale i placówkę, która wielkością bliska jest lokacji z „Decydującego starcia”. Ale po kolei…

     Kolejna część omawianego cyklu, czyli „Obcy 3”, napisana została przez znanego nam już z poprzednich części Allana Deana Fostera – czyli człowieka odpowiedzialnego za książkową adaptację kosmicznego terroru sianego przez Xenomorphy, wspomagane przez podążającą za zyskiem Firmę. Historia jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z poprzedniej części, kiedy to statek, w jakim leży zahibernowana Ripley (wraz z pozostałą dwójką pasażerów i resztkami androida), ulega awarii, a sama bohaterka ląduje w kapsule ratowniczej na pobliskiej planecie.

Miejsce to nie odbiega klimatem od zaprezentowanych nam już wcześniej w poprzednich częściach – jest zimno, ponuro, nietrudno o śmierć na planecie, a jakby tego było mało, znajduje się tu również zakład karny o zaostrzonym rygorze, w którym odbywają wyroki mordercy, gwałciciele i inni im podobni. To nie oni jednak będą stanowili zagrożenie. Wróg w zasadzie pozostaje bez zmian i przyleciał w kapsule wraz z Ripley, by zakłócić spokój wspomnianych już mieszkańców tego globu.

     Pozwolę tu sobie oszczędzić szczegółów, bo pomimo że jest to (jak i poprzednie) bardzo już stara historia i większości zapewne dobrze znana, stanowi ona pewne zwieńczenie losów Ripley, jaką znamy. Jest również czwarta część i oczywiście na jej omówienie przyjdzie czas, jednak stanowi ona już nieco odrębny wątek, więc tak też ją osobiście traktuję.

     Wracając jednak do tego, nad czym dzisiaj chciałem się porozwodzić… Jak już wspomniałem, doświadczamy tu pewnego połączenia motywów znanych z poprzednich części, i przyznaję, że wciąż robią kawał dobrej roboty. Osobiście jestem zdecydowanym zwolennikiem całej tej serii i jej uniwersum, więc oczywiście mogę być stronniczy. Jednak, patrząc z perspektywy na to, ile od tego czasu powstało innych, analogicznych dzieł, przyjemnie jest raz jeszcze prześledzić losy pierwowzoru. A przynajmniej jednego z nich.

     Opisywana kolonia karna w znacznym stopniu odpowiada jej filmowemu obrazowi – jest ciemno, ponuro, brudno i co chwilę natykamy się na kolejnego z osadzonych. Jednak pomimo tego, jak i ogólnej niechęci do samej Ripley, co doprawione jest szczyptą fanatyzmu religijnego, ludzie raz jeszcze jednoczą się przeciw większemu złu. A na to zawsze miło popatrzeć. Początkowo, w trakcie czytania książki, czułem, że będę musiał nieco ponarzekać na jej ubogość w kolejne informacje o samym gatunku Xenomorpha, jednak sceny finałowe zdecydowanie mi to wynagrodziły.

     Spośród wszystkich czterech części pierwotnej sagi (nie liczę w tym kontekście współcześnie wychodzących filmów z uniwersum Obcego) ta od zawsze wydawała mi się jakoś najmniej ciekawa. Nic nowego nie dodawała, a w dość przykry sposób kończyła zmagania ludzi i naszej ulubionej pani pułkownik. Foster zdecydowanie sprawił, że na nowo odnalazłem się w tym etapie historii i jestem szczerze wdzięczny za uzupełnienie tej luki. Nie jest zaskoczeniem, że historie o Obcym nie straszą już tak z filmów, jak i - tym bardziej - książek, jak mogły to robić kilka dekad temu, jednak niewątpliwie wciąż otwierają światy, w które warto się zanurzyć choćby po to, by sprawdzić, czy my sami opuścimy je jako my, czy pozostanie w nas pewien „zarodek” czegoś Obcego.