A. C. Crispin Obcy 4. Przebudzenie

 Czwarta część kosmicznej sagi o „gatunku doskonałym” to historia budząca wiele kontrowersji. Już od samego początku zauważalna jest odległość dzieląca ją od pozostałych trzech części, a główny koncept fabularny zwieńczający tą opowieść emanuje groteską, nawet w kontekście całokształtu tego uniwersum.

Akcja dzieje się blisko dwieście lat po wydarzeniach z trzeciej części. Ellen Ripley zostaje sklonowana w wojskowej placówce krążącej w pobliżu Plutona – takie kosmiczne peryferia, gdzie nie sięga moralność, ani prawo. Naukowcy starają się dzięki otworzeniu jej organizmu przywrócić ludzkości szansę na zbadanie gatunku Xenomorphów, jacy (dzięki poświęceniu Ripley) na zawsze zostali wymazani z tego świata. A jednak, poprzez próbki krwi zmarłej na Fiorinie 161 pani porucznik, pozwoliły na ponowne odtworzenie kosmicznych bestii.

Chciałbym na wstępie zaznaczyć, że jestem skłonny zgodzić się po części z głosami potępiającymi tę część sagi o obcych. Ale tylko po części. Klimat nie jest już tak duszny, mroczny i klaustrofobiczny, co może odstręczać znaczną część fanów tej serii, gdyż do takich właśnie odczuć byli dotychczas przyzwyczajani. I z tym jestem w stanie się zgodzić. Mało która część jednak daje tak szczegółowy wgląd w naturę tego gatunku i odsłania przez nami kolejne jego tajemnice. I jest tak zarówno w filmie, jak i w książce.

W literackiej adaptacji scenariusza historia toczy się w zdecydowanej większości analogicznie jak w filmie i do samego końca pozostaje wierna ekranizacji. To jednak, co szczególnie wyróżnia ją zarówno na tle poprzednich części, jak i samego filmu to ciągnące się przez wiele stronic myśli. Film pokazał nam wprawdzie, że pomiędzy odtworzoną Ripley a gatunkiem obcych istnieje pewna więź, wynikająca z ich połączenia na drodze klonowania. Jednak to dopiero książka przekazuje nam niezliczone wersy wszystkiego, co dzieje się w umysłach roju obcych, jak i samej Ripley, będącej teraz jego częścią. Dotychczas widzieliśmy wielokrotnie jak polowali, zabijali, budowali gniazda – teraz jednak, dzięki tej książce, mamy okazję zajrzeć wprost do umysłu kosmicznych bestii i poznać od wewnątrz ich sposób myślenia i działania. Co czują, jak planują, czy potrafią kochać, czy mają indywidualne odczucia… To daje zupełnie nowe światło, na wszystko co dotychczas o nich wiedzieliśmy.

Na co jeszcze chciałbym zwrócić uwagę to, ilość bezpośredniej akcji, jaka dzieje się w tym tomie. Praktycznie od samego początku rozpoczyna się chaos, który pociąga za sobą jeszcze większy wir pełen suspensu, zwrotów akcji i pierwotnej brutalności, jaka stanowi nieodzowny element natury obcych. To kosmiczne safari, na którym to my jesteśmy zwierzyną do upolowania.

Przechodząc jeszcze na koniec do wątku Newborna (czy, jak kto woli, Nowonarodzonego), jestem w stanie zrozumieć dlaczego spotyka się on z tak dużą krytyką ze strony fandomu. Wprowadzenie jego postaci nosi pewne znamiona potrzeby nowości i dodania czegoś do istniejącego uniwersum. Czy do tego czasu było ono pełne, czy jednak znalazło by się w nim miejsce na jeszcze jedną morderczą kreaturę? Czy Ripley zginęła na Fiorinie 161, czy jednak jej spuścizna przetrwała, utrwalona w komórkach i przywrócona światu pod postacią klona? To, jak i wiele więcej, czego osobiście możecie doświadczyć w całej trylogii - pozostawiam Waszej ocenie.