Guy N. Smith Przyczajeni

Peter Fogg wraz z rodziną przenoszą się na wieś. Mężczyzna chce odpocząć od miejskiego zgiełku licząc, że cisza i spokój pomogą mu w dokończeniu powieści. Zakupiony dom znajduje się w sporym odosobnieniu od reszty wioski. Mieszkańcy nie są przyjaźnie nastawieni do posiadłości, ani jej nowych właścicieli. Prawdziwe problemy zaczynają się jednak, gdy rodzina dowiaduje się, o starożytnym kręgu druidów, zbudowanym na szczycie pobliskiego wzgórza. To miejsce miało od lat pozostawać opuszczone, jednak wydarzenia, jakie zaczynają spotykać rodzinę, wymykają się zbiegowi tragicznych wypadków.

Motyw przeorany jak asfalt na krakowskich alejach, klimat subtelny jak walnięcie cepem, a zakończenie zaskakujące jak każdy odcinek Scooby-Doo. Ale Guy to Guy, więc „klasykę” znać warto. Trochę już tego autora przegryzłem, wciąż jeszcze sporo przede mną, jednak w tym kontekście mogę z całą mocą powiedzieć, że „Przyczajeni” nie wybijają się w żadną stronę na tle innych jego książek.

Nie jest ani tragicznie ani absurdalnie cudownie. Ot prosta jak piszczel nowelka z wątkiem druidów w tle. Dobry, klasyczny Guy. Jak jesteście akurat po czymś mocniejszym – śmiało, jak najbardziej, przy tym sobie odpoczniecie.