Graham Masteron Dom kości

“Dom kości” to klasycznie mastertonowska historia z grozowym wątkiem, jednak w tym przypadku jest ona nieco wygładzona względem klimatu jego pozostałych książek. Jak sam autor wspomina na wstępie, powodowane jest to nakierowaniem tej opowieści na target młodzieżowy. Dobrze wiedzieć, ale osobiście uważam, że dobrze aby było to bardziej klarowne już na etapie wzięcia książki do ręki, gdyż wiele osób szuka właśnie takiej literatury, chociażby chcąc sięgnąć po lżejszy horror by gładko budować swoje pierwsze styczności z gatunkiem.

Co do samej historii - jest ona prosta. Gdzieś przewinie się jakiś plot twist jednak kiedy poznamy jak działa prezentowany nam mechanizm mordu nie pozostanie już wiele do odkrycia. Czy to dobrze, czy to źle, pozostawiam Wam do oceny. Na pewno takie książki również są potrzebne.

Wątek domu pożerającego ludzi jest już doskonale znany, czy to w kinematografii czy literaturze i wyjaśniany był, jak można się domyślić, na wiele sposobów. Masterton wymyślił własny i to przyjemnie wplatając go w wątek mistycznej historii druidów, jako ludu dawno zamieszkującego opisywany rejon.

Napomknę jeszcze co, jak uważam, stanowi niejako szczególną przyjemność tej książki, co szczególnie może trafić do osób czytających powszechną grozę. Mówię tu o stylu w jakim Masterton buduje swoje postaci i nadaje im po części własne doświadczenie w obyciu z nadnaturalnym i nieznanym. Nie ma tu absurdalnych decyzji nastolatków rozdzielających się w ciemnym lesie czy schodzących w pojedynkę do piwnicy. A pomimo, że wspomniane zachowania uznaje się już powszechnie za “klasykę” w opowieściach o naturze horroru, wciąż niestety występują one dość powszechnie i zdają się mieć zadziwiająco dobrze. Choć z drugiej strony trudno się dziwić, myślę, że większość z nas na takich właśnie schematach budowała swoje pierwsze doświadczenia z grozą więc i współcześni początkujący muszą od czegoś zacząć.