800h

 

Z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że znacznej części „grozowych zwolenników”, jeśli nie wszystkim, nie trzeba przedstawiać postaci Xenomorfa, powołanej do życia po raz pierwszy w 1979 roku przez Ridleya Scotta. Od tamtej pory tytułowy Obcy doczekał się wielu kontynuacji, nie tylko za sprawą kolejnych odsłon filmowego cyklu, cieszącego się mianem absolutnej klasyki horroru sci-fi, ale również poprzez wiele gier czy komiksów.

Raz nawet uniwersum Obcego starło się ze światem Gohtam City, a co za tym idzie sam Batman ruszył na polowanie na przybysza z kosmosu. Ale nie o tym teraz, choć w temacie komiksów pozostaniemy.

               „Aliens labirynt”, jako wydany po raz pierwszy w 1995 roku w dwóch tomach komiks, może ubiegać się o miano pełnoprawnej historii ze świata, jaki otworzył przed nami R. Scott. Klimat jest gęsty, jak na „Ósmym pasażerze Nostromo”, akcja rozgrywa się z należytym rozmachem, a tajemnice, skrywane i zawzięcie podtrzymywane przez tzw. Rząd i wysoko postawione korporacje, potrafią wywołać szczególnie realistyczny i odczuwalny niepokój.

              Rozpoczynamy dość klasycznie – pułkownik Crespi budzi się z krio-snu i rozpoczyna misję na stacji Innominata, by zbadać nieuregulowane dotąd odchylenia w raportach z prowadzonych tam badań. Na miejscu szybko orientuje się, że doktor Church, prowadzący eksperymenty z pogranicza behawioru oraz etologii na schwytanych Obcych, nie dzieli się wszystkimi spośród prowadzonych na stacji projektów. Na oczach pułkownika ginie człowiek, a okoliczności z pozoru wskazują na działanie przypadku oraz nieszczęśliwych okoliczności. One jednak, w przeciwieństwie do potworów, nie istnieją.

              Dalej akcja balansuje klimatem pomiędzy kryminalnym śledztwem, thrillerem psychologicznym a klasycznym horrorem, jaki znamy z kinowego pierwszego wystąpienia Xenomorfa. Lecąc dalej - dosłownie, tu nie dryfujemy w próżni, a jesteśmy miotani od ucieczki do śledztwa, dalej do spisku, zaginionych ludzi… no, jednym słowem, kalejdoskop emocji, motywów i akcji – odkrywamy sekrety stacji, tajnych badań i historii, jakie kształtowały osoby stojące za całym projektem.

              Mimo dość krótkiego całokształtu (rozumiem, że komiks to komiks, jednak niedosyt pozostaje – choć to pewien dowód jego wartości) bardzo przyjemnie mi było wrócić do świata Obcego, jaki fascynował mnie już lata temu. Wiele obecnych produkcji, bazujących na zbliżonym klimacie czy podobnych motywach, stoi na bardzo wysokim poziomie, jednak mimo to tamtego klimatu, stylu, smaku… już raczej nikt nie odda we właściwy sposób. Ale może to i lepiej. Tym bardziej docenić możemy takie perełki, wyłowione z czeluści kosmosu. „Aliens labirynt”, jako dwa tomy świetnego komiksu o Obcym, pochodzące ze schyłku XX wieku, to coś, co każdy fan, fanatyk, czy inny wyznawca „organizmu doskonałego” powinien znać, a, moim zdaniem, również uznawać – bo to świat zamknięty, do którego możemy wejść i zwiedzać, ale już go nie poszerzymy.