sledztwo stanislaw lem

               Zamykając recenzencko kończący się rok 2021, powiem Wam parę słów o kimś, do kogo wszak cały obecny rok należał, czy jeszcze przez kilka godzin należy. To słowa o Lemie, jakiego być może nie znaliście, a jakiego zdecydowanie warto znać. „Śledztwo” po raz pierwszy zostało wydane w 1959 roku, a więc praktycznie 63 lata temu. Do dziś jednak uznawane jest przez krytyków za jedno z najlepszych w „Lemowym” dorobku pisarskim. To pierwsza próba podjęcia gatunku kryminału, jaką poczynił Lem, a jej efekt rezonuje echem po dziś dzień. Pozwolę tu sobie również przywołać słowa Wojciecha Guni, pochodzące z wygłaszanej przez niego prelekcji podczas zeszłorocznej edycji Kfasonu, a podsumowujące właśnie omawiane wówczas „Śledztwo” Lema:

„Śledztwo jest jedną z najlepszych polskich pozycji grozy.”

                Tyle z teorii, przejdźmy więc do rzeczy. Historia dotyczy oczywiście tytułowego dochodzenia, w ramach którego detektyw ma odnaleźć sprawcę odpowiedzialnego za znikające z kostnic zwłoki. Kolejne ślady wskazują jednak, że sama sprawa, jak i efekt jej rozwiązywania, mogą przerosnąć domysły nawet najbardziej doświadczonych śledczych. Warto zaznaczyć (od Grozowej strony), że praktycznie cała fabuła „Śledztwa” orbituje wokół zagubionych trupów. To już silny element horroru, a podkreśla go oczywiste dla nas - szukających rozwiązania zagadki – przypuszczenie, podpowiadające, że zmarli opuścili kostnice… o własnych siłach.

               Kolejnym czynnikiem, świetnie dodającym klimatowi wyrazistości i, jak to się mówi, „dreszczyku”, są fragmenty, w których nieliczni świadkowie owych zniknięć opisują to, co udało im się dostrzec – czyli, między innymi, jak zmarli sami opuszczają kostnice.

               Wokół tego wszystkiego doświadczamy, dość klasycznego w tego typu „tworach”, niemniej jak najbardziej adekwatnego i właściwie wykreowanego obrazu miasta. Metropolii ciemnej, zasnutej mgłą, mrocznej i przywołującej obrazy monstrualnego labiryntu.

               Lem już dawno pokazał nam, że groza jest na świecie wszechobecna, i to nie tylko poprzez „Śledztwo”, ale również inne swoje dzieła utrzymane w - jak to określił Gunia – Poetyce Grozy. To przykład, że warto każdą pozycję rozpatrywać niekoniecznie jako cząstkę składową dorobku autora, znanego jako genialny pisarz, jak w tym przypadku, sci-fi, ale jako odrębny byt, w którym może kryć się miłość, może nadzieja, komedia, a może mrok, strach i nieskończona otchłań.