Agustina Bazaterrica Wyborny trup

 Czytając „Wybornego trupa” Agustiny Bazterrici, od samego początku czułem, że to książka, która wymyka się standardowym schematom gatunkowym. Można rozpatrywać i odczytywać ją w konwencji zarówno grozy zbudowanej na zamyśle konspektu literackiego i ukazanych prawidłowości, jakimi rządzi się świat, jak i pewnej czarnej satyry na nas samych, tak z czasów minionych, jak i obecnych. Którąkolwiek drogę by się obrało, pewnym pozostaje, że „Wyborny trup” to pozycja mroczna i niejednoznacznie oddziałująca na odbiorcę, przez co jej szczególna uniwersalność potrafi wywołać obrzydzenie, jak i czysty, pierwotny strach.

    Historia ma miejsce w bliżej nieokreślonej, ale i niezbyt odległej przyszłości i zbudowana jest wokół plagi, jaka dotknęła ludzkość. W jej wyniku zwierzęta stały się nosicielami groźnego wirusa, którego nie sposób było wyleczyć, a który dla człowieka okazał się śmiertelny.

Szybko więc świat się zmienił, a owa „Przemiana”, jak ludzie zwykli nazywać nowy system, polegała na praktycznie całkowitym wyeliminowaniu zwierząt z ludzkiego otoczenia. Zachowały się dzikie psy, gdzieś na pustkowiach, pojedyncze ptaki (przed którymi, swoją drogą, przestrzegano, jakby samo spojrzenie na nie miało skutkować zgonem) i prawdopodobnie inne, szczególnie odosobnione gatunki. Od lat żaden człowiek praktycznie nie widział zwierząt, a już na pewno nie miał bezpośredniego kontaktu z żadnym z nich.

    Oczywiście cała zmiana, jaką niosła ze sobą plaga, dotyczyła również zwierząt hodowlanych, przez co ich mięso i wszelkie produkty stały się niejadalne. Naukowcy jednak orzekli, że bez mięsa człowiek nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować, więc, mówiąc krótko, wprowadzono nowy  system oparty na hodowli ludzi.

    Funkcjonował on na zasadach bardzo zbliżonych do tych, jakie znamy z chowu zwierząt, jednak opierał się głównie na założeniu, że takie okazy absolutnie ludźmi nie są, a przyrównanie któregokolwiek z nich do człowieka karane było surowo. Największe z wykroczeń przeciwko systemowi mogło skończyć się nawet odesłaniem danego „buntownika” do miejskiej ubojni.

    Nikomu nie wolno było więc używać określenia innego jak ogólnie przyjęte: „Mięso specjalne”. Osobniki utrzymywane w celu jego pozyskania przechodziły szereg działań prowadzących do otrzymania pożądanego produktu – jak przykładowo wycięcie strun głosowych, by nie hałasowały i były bardziej potulne, wypalenie na czole specjalnych oznaczeń mówiących o jakości pozyskiwanego surowca, czy też wprowadzenie na przestrzeni lat modyfikacji genetycznych, by „mięso” szybciej rosło i dojrzewało, mogąc zaspokoić zapotrzebowanie „prawdziwych ludzi”.

    Świat wykreowany w „Wybornym trupie” ukazany jest z perspektywy Marc`a, który zajmuje wysokie stanowisko w sieci mającej związek ze wspomnianą hodowlą, pozyskaniem, przekształceniem, obróbką, a ostatecznie i dystrybucją mięsa specjalnego dla mniej lub bardziej zamożnych klientów – ci z biedniejszych warstw przekształcili się w grasujących na pustkowiach Padlinożerców, żyjących na granicy cywilizacji i zadowalających się każdym napotkanym ochłapem.

    Marco, jeszcze przed Przemianą, pracował w ubojni świń, teraz jednak jest prawą ręką szefa zakładu, w którym oczywiście, zamiast trzody chlewnej, ubija się obecnie ludzi. Mężczyzna nie porzucił dawnej profesji, choć czuje odrazę do systemu, który wprowadził w życie nowe zmiany i funkcjonujące prawo. Żyje i pracuje, by mieć pieniądze na kosztowne utrzymanie chorego ojca w domu opieki. Czemu zatem jest drogo, skoro populacja ludzi, a co za tym idzie margines społeczny i bieda zostały znacznie ograniczone? Ponieważ tam, gdzie jest taniej, spada również poziom zabezpieczenia przed kradzieżą tak ciała, jak i wciąż żywego człowieka. Mięso to mięso.

    Życie Marc`a składa się więc z myśli o chorym ojcu, pracy, do której czuje odrazę, oraz o żonie, która zostawiła go i odsunęła się od czasu śmierci ich synka. Mimo że świat, jaki otacza mężczyznę, jest ponurym i odpychającym miejscem, jest on przy tym mocno uporządkowany. Przynajmniej do czasu, gdy Marco otrzymuje od swojego towarzysza w interesach niespodziewany „prezent”, w postaci wysokiej jakości samicy, przywieziony wprost pod drzwi jego domu. Z czasem dostrzega w niej szansę na odkupienie mrocznej przeszłości, jednak wie, że stawia tym samym na szali własną reputację, karierę oraz życie.

    Agustina Bazterrica doskonale poprowadziła narrację, wskazując, że jej celem jest nie tyle opowiedzenie historii, co raczej ukazanie świata od wewnątrz – wszystkich jego serc, kości, oczu oraz krwi, która wypełnia przestrzeń pomiędzy. Nie wystarczyłoby tu nawet kilkustronicowe przytoczenie fragmentu, by pokazać, jak wszystko żyje, oddycha i krwawi. Trzeba w to wejść osobiście.

    Wspomniałem na początku o niejednoznaczności w odbiorze tej książki i na tym również chciałbym zakończyć, gdyż uważam, że jest to jedna z najsilniejszych stron omawianego Dzieła. Cały system, jaki ukazany został w „Wybornym trupie”, odnieść można zarówno bezpośrednio do świata z przyszłości, jak i odczytywać jako metaforę naszego „teraz”. Wszystko zostało oparte na systemie wprowadzanym małymi zmianami, usprawiedliwianym dobrem ogółu i potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa. To przerażające, gdyż nikt tak naprawdę (co przyznają sami bohaterowie) nigdy nie spotkał się z bezpośrednim dowodem na zagrożenie ze strony zwierząt. A mimo to cały świat zmieniony został zgodnie z tą wizją i już nigdy nie powróci do dawnego stanu. To apokalipsa, którą z pozoru przeżyła większość, co nie znaczy jednak, że już się skończyła.